Drodzy Czytelnicy Fana! Jak już wklejacie jakieś linki, a nie ma sensownego artykułu na podlinkowany temat, to wrzucajcie do „Znalezione w sieci”. Potem się dziwicie, że Wasze komentarze lądują w koszu zamiast na stronie. Ale jak w artykule o tym, kiedy będzie wyjazd do Podgoricy, albo o walkach z Sowietami z uwagi na mecz kadry PZPN-u z Rosją wrzucacie linki o filmie z „Siwym”, to wybaczcie. Nawet najbardziej szeroki wachlarz skojarzeń nie obejmuje pokrewieństwa.
Teraz możecie się wykazać i podlinkować wszystko, co o „Siwym” się na internecie pokazało.
Ile „Siwy” ma wyjazdów? Cholera, nie wiem. Nie potrafię go „podliczyć”. Ładnych parę lat podróżowania za Śląskiem zaliczył. I mnóstwo „gigantów”*. Jeden z barwniejszych chłopaków z ekipy „Ł-98”. Ile miałem z nimi przebojów to wiem tylko ja i oni. Ostatni do płacenia, pierwsi do awantur wszelkiego rodzaju. „Ekipa Wieczne Utrapienie”. Ale mieli w sobie coś co fascynowało. Jak trzeba było komuś się postawić, to nawet nie trzeba było ich prosić. Bo zanim się człowiek rozejrzał, to sami się zbiegli.
Większość z nich podorastała, teraz na świat patrzą inaczej. Jak sobie wspominamy stare czasy, to się śmieją: „ale z nami miałeś, czasem to specjalnie na złość ci robiliśmy”. No, robili skutecznie. Do śpiewania trzeba było ich trochę poszarpać, żeby się zechciało (a i tak generalnie mieli wywalone na doping). Czasem trzeba było choć trochę poudawać grzecznych. No to na złość coś odwinęli. I się zaczynało pałowanie. Po łomocie od psiarni mniej zdeterminowani odpadali. Dostał jeden z drugim pałą po głowie i kończył karierę wyjazdową.
- Selekcja naturalna – śmiali się. Bo oni należeli do tych, którzy po łomocie szli na piwo i kombinowali, jak tu wykręcić następną awanturę.
„Siwy” był jednym z tych, którzy myślenie i zdrowy rozsądek odkładali na później. Najpierw trzeba było podziałać. Stąd mnóstwo kłopotów w które wciągał siebie i innych. Taki wariacki charakter.
Mało kto wie, ale wylądowałem przez niego w szpitalu. 2007 rok, ekipa „Ł-98” w zasadzie zaprzestała działalności, ale „Siwy” musiał się popisać.
Załatwiłem dość ważną dla nas rzecz. Ale aby było po naszemu, musiałem ręczyć za ludzi. Że czegoś nie wywiną. Kilkaset osób, jedyny „nawiedzony” to „Siwy”. Rozmawiam z nim. Potakuje głową:
- Wszystko będzie w porządku.
A pięć minut później zrobił dokładnie to, o co prosiłem, żeby nie robił. Prezes Kordos patrzył na mnie jak na idiotę. Dostałem szału.
Dwie godziny później zwijałem się. Jakieś nerwobóle. Jak unikam służby zdrowia, tak tym razem wręcz się domagałem pomocy lekarskiej. Dwa dni pod kroplówką, przez to nie pojechałem na mecz do Bielska.
Co miał „Siwy” w głowie w momencie w którym poszedł sobie dziarać herby Śląska i Motoru po dwóch stronach czaszki, tego nie wiem. Pewnie jak zwykle najpierw czyn, a później refleksja.
Teraz „Siwy” na Śląsk nie uczęszcza. Odwiedziliśmy go w tym „jego” Dzierżoniowie, gdy swój mecz miały tam Karkonosze. Potem się chłop nieźle rozchorował.
Dobra, teraz możecie wklejać te linki.
Roman Zieliński
fot. wprost.pl
* Gigant – wyjazd nie związany z meczem Śląska. Można jechać na gigant na mecz zaprzyjaźnionego klubu (tak u siebie, jak i na wyjeździe), można też „ruszyć w Polskę” niekoniecznie na jakieś mecze, ale do swoich ziomków.











